Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 stycznia 2012

Kuchnia Społeczna #2 – podwójnie kulinarna!

Druga edycja poznańskiej Kuchni Społecznej już za nami. Krótko podsumowując: było super! Bogaty wybór pysznego jedzenia, doborowe towarzystwo, miła atmosfera, świetna frekwencja. A poza tym pokaz niezwykłych zdjęć z wielu zakątków świata. Można było najeść się do syta, porozmawiać ze znajomymi, wymienić się przepisami, zrelaksować w niedzielne popołudnie.







Można było też się rozmarzyć i na chwilę przenieść do egzotycznych krajów, o których opowiadał Daniel Numan, który razem ze swoją dziewczyną Kasią Kubiak odbył 10-miesięczną podróż po kilku, czasem bardzo odległych, zarówno w sensie dosłownym jak i metaforycznym, krajach. Zwiedzali fascynujące miejsca, od biednych indyjskich slumsów, po epatujące bogactwem nowoczesne budynki Dubaju (w hotelu Burdż al-Arab na jednego gościa przypada 6 pracowników, a ceny apartamentów dochodzą do 35 000 dolarów za dobę!). W każdym miejscu pamiętali o swoich wege ideałach i cierpliwie tłumaczyli, że poszukują potraw bez mięsa, mleka, jajek oraz innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Czasem musieli wymigiwać się nieistniejącą alergią, by nie urazić gospodarzy, jednak w znacznej większości po prostu tłumaczyli swoją etyczną motywację, a gospodarze okazywali zrozumienie dla takiego wyboru. Udowodnili (oni, jak i wielu wielu innych), że weganizm nawet w bardzo długiej i odległej podróży jest jak najbardziej możliwy.

Kasia i Daniel korzystali w głównej mierze z noclegów oferowanych przez dobrowolną, międzynarodową wspólnotę podróżników, skupioną wokół portali http://www.couchsurfing.org/ i http://www.hospitalityclub.org/ Jak się okazuje w tej grupie ludzi odsetek wegetarian i wegan jest na tyle duży, że taka dieta nie budzi żadnego zdziwienia. A zarówno couchsurfing jak i hospitalityclub są godne polecenia! Pozwalają poznać otwartych i pomocnych ludzi oraz najodleglejsze miejsca, nawet przy bardzo ograniczonym budżecie. Ale nie myślcie, że to po prostu darmowy nocleg! Tutaj chodzi o coś więcej, o dzielenie się ideami, o budowanie więzi z ludźmi na zasadach równości, zaufania i pomocy wzajemnej, bez względu na status materialny, pochodzenie czy inne, niezależne od nas cechy.

Wracając jednak do podróżniczo-kulinarnej opowieści Daniela to często pomocną okazywała się kartka, na której umieszczali napisane w lokalnym języku informacje dotyczące swojego sposobu odżywiania. Z takim kawałkiem papieru, zapisanym niezrozumiałymi dla nas krzaczkami, podróżowali po Chinach i Tybecie. Odwiedzili też multikulturowe Toronto, mistyczny Istambuł, kolorowy Meksyk. Na Kubie poczuli się jakby zatrzymał się czas, gdy obok nikt przejeżdżały stylowe, amerykańskie samochody z lat 50, a chwilę później mijał ich poczciwy polski "maluch". Natomiast wizyta w Szanghaju musiała bardziej przypominać podróż do przyszłości. Zwiedzili też Boliwię, Peru, Argentynę i jeszcze klika innych pięknych miejsc. O szczegółach ich podróży można poczytać (i obejrzeć cudne fotografie – próbka poniżej) na stronie http://nabati.pl/.









Z opowieści, którą dzielił się Daniel można było wyczuć, że największy kawałek serca zostawili w Indiach. Tam spędzili najwięcej czasu i to chyba właśnie stamtąd przywieźli najwięcej kulinarnych inspiracji, które teraz wykorzystują w prowadzonym przez siebie wege cateringu http://najadacze.pl Na południu Indii regułą są wegetariańskie jadłodajnie i to ci, którzy chcą zjeść coś mięsnego, muszą szukać. Kasia i Daniel mieli okazję próbować oryginalnych wersji całkiem popularnych w Polsce samosów (aromatycznych pierożków smażonych na głębokim oleju), pakory (czyli warzyw w cieście) czy Biriyani (ryżu z warzywami).

Kto nie był niech żałuje, ale niech nie martwi się zbytnio, bo kolejna Kuchnia Społeczna już 5 lutego o 13:30 w Głośnej. A w międzyczasie, 22 stycznia, ekipa z zaprzyjaźnionego Vegan Hooligan Crew zaprasza na lunch w stylu meksykańskim do Meskaliny. Szczegóły tutaj: https://www.facebook.com/VeganHooliganCrew

czwartek, 17 listopada 2011

Zwierzęta, a polityka

Osoby, którym los zwierząt nie jest obojętny, obawiają się o los obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Przede wszystkim mam na myśli przede wszystkim zapis, dotyczący zakazu hodowli zwierząt futerkowych na futra. Przyjęcie nowelizacji wraz z tym zakazem byłoby ogromnym krokiem naprzód w zakresie ochrony zwierząt w Polsce. Byłoby to również pięknym zwieńczeniem kampanii antyfutrzarskiej, która trwa już wiele lat z większym lub mniejszym nasileniem. Protesty tego typu odbywają się od końca lat osiemdziesiątych. „Dzień bez futra”, obchodzony 25 listopada, został ustanowiony na IV Ogólnopolskim Kongresie „Teraz Ziemia” już w 1994 r. przez działaczy polskiego Frontu Wyzwolenia Zwierząt.

Powodem wspomnianych obaw jest Andrzej Piątak, który w tegorocznych wyborach wszedł do sejmu z ramienia „Ruchu Palikota”. Media określają go jako hodowcę norek, chociaż w jednym z wywiadów powiedział, iż prawnym właścicielem hodowli jest jego żona. To jednak nie zmienia faktu, iż z pewnością będzie chciał przeforsować jak najwięcej korzystnych rozwiązań dla właścicieli ferm futrzarskich. Nie bez powodu zamierza starać się o posadę w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. Podkreśla, że jego doświadczenie przedsiębiorcy bardzo się przyda. Chce przekazywać „rzetelną” wiedzę na temat ferm futrzarskich, ponieważ jego hodowla jest „ekologiczna” a zwierzęta z niej nie są mordowane, lecz usypiane. Należy jednak zdać sobie sprawę, że pojęcie ekologicznej fermy futrzarskiej nie istnieje, a „usypianie” to nic innego jak piękny eufemizm, pod którym kryje się brutalna zbrodnia w myśl ludzkiej chęci zysku i próżności. Pan Piątak nie zdaje sobie chyba sprawy jak absurdalnie brzmi jego propaganda. Czy miejsce, w którym używa się środków farmaceutycznych, tlenku węgla, dwutlenku węgla lub chloroformu w celu masowego zagazowywania zwierząt ma coś wspólnego z ekologią? Ta dziedzina kojarzy się raczej z miłością i poszanowaniem środowiska naturalnego, współistnienia z nim, a nie z bestialskim zabijaniem niewinnych istot. Czy porażanie prądem lub używanie bolca by ogłuszyć zwierzęta ma coś wspólnego z humanitarnym traktowaniem? Dodam jeszcze, iż fakt skutecznego zabicia zwierzęcia przed obdarciem go ze skóry nie zawsze ma miejsce, a wręcz przeciwnie – często zdarza się, że zwierzę jest nadal świadome podczas obdzierania ze skóry. Poza tym fermy, o których mowa zużywają dużo energii i mogą spustoszyć całe ekosystemy, na skutek ucieczek zwierząt czy też powstających odpadów i uwalniających się z ferm odorów i innych niekorzystnie oddziałujących na środowisko emisji.

Ze względu na zakazy hodowli zwierząt futerkowych lub liczne utrudnienia w prowadzeniu takiej działalności, wprowadzane sukcesywnie w krajach Europy Zachodniej i Północnej, coraz więcej zagranicznych inwestorów próbuje przenosić swój interes do Polski. Na szczęście starania te w wielu przypadkach spotykają się z protestem okolicznych mieszkańców, np. w Nowogardzie k. Szczecina, Dobkowie (Góry Kaczawskie), Budziszewicach (gm. Skoki), w Miłoradzu w okolicach Malborka. Znacznie wydłuża to proces wydawania zgody na budowę takich ferm lub wręcz prowadzi do zawieszenia wymaganych procedur. Jest to całkiem optymistyczna wizja – udaje się zablokować budowę. Cieszy również fakt, że ludzie są coraz bardziej świadomi tego, z czym wiąże się powstawanie takich obiektów. Choć najczęstszym argumentem, który wysuwa społeczeństwo jest zagrożenie środowiskowe, jakie powoduje ferma, warto też pamiętać o tym, iż człowiek nie ma moralnego prawa do znęcania się i wykorzystywania żadnych zwierząt czy to w celu wyprodukowania ubioru, dobrej zabawy (cyrk), czy w końcu, aby napełnić swój żołądek. Obecna rzeczywistość jest w stanie zapewnić nam pełną gamę produktów, nie splamionych krwią niewinnych istot. Wbrew pozorom ceny, tzw. produktów „cruelty-free” (wolnych od okrucieństwa) są w wielu przypadkach przystępne. Szkoda, że jeszcze tak dużo osób, mających możliwość wyboru, nie dojrzało do tego, aby to zrozumieć.

Na zakończenie dodam, iż pan Piątak jest pierwszym przedstawicielem hodowców norek w sejmie. Jak sam stwierdził – zostało to docenione przez Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. Członkowie związku niewątpliwie widzą w pośle swoją szansę na kontynuację działalności i kolejne zyski z mordowania zwierząt. Ręce zacierają też sprzedawcy futer, ale nie pozwólmy na to, aby ich życzenia zostały spełnione. W Polsce cały czas istnieje przyzwolenie na hodowlę zwierząt futerkowych. Jeżeli sprzeciwiacie się futrom, bierzcie czynny udział nie tylko w codziennym propagowaniu życia bez okrucieństwa, symbolicznym „Dniu bez futra”, ale przede wszystkim w blokowaniu potencjalnej budowy ferm futrzarskich w Waszym regionie. Niech politycy i społeczeństwo wiedzą, że nie zgadzacie się na takie procedery.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Miraho - proeko rap!



obejrzyjcie, posłuchajcie...






ZAPRASZAMY TEŻ NA ANTYATOMOWĄ DEMONSTRACJĘ - DZIŚ, 15.30, POD STARYM MARYCHEM!

czwartek, 29 lipca 2010

ROZBRATOWE KINO LETNIE: FOOD INC.

Zapraszamy na pokaz filmu w ramach Rozbratowego Kina Letniego:

FOOD, INC.
USA, 2008, reż. Robert Kelner

Amerykański przemysł spożywczy pozostawia wiele do życzenia. Pestycydy, genetyczna modyfikacja, zwierzęta hodowane w fatalnych warunkach i karmione paszą pełną chemicznych ulepszaczy. Liczy się ilość, nie jakość. Oto amerykańska rzeczywistość rynkowa, na którą spuszczono kurtynę milczenia. Są jednak ludzie, którzy nie boją się mówić o tym problemie otwarcie.

W swoim dokumencie Robert Kenner pokazuje prawdę o systemie produkcji żywności w Ameryce. Stawia tezę, że producenci celowo ukrywają przed konsumentami informacje, dotyczące pochodzenia produktów, składników i procesów produkcji. Aby zweryfikować swój pogląd, Kenner odwiedza hodowle zwierząt i gospodarstwa rolne. To, co tam odkrywa potwierdza alarmującą prawdę, że cały przemysł żywieniowy w kraju kontroluje zaledwie kilka korporacji, ich celem nie jest zdrowie konsumentów, a maksymalizowanie efektywności i wzrostu ekonomicznego.

Dostawcy na pierwszym miejscu stawiają zyski, jakie mogą otrzymać ze sprzedaży żywności idealnej wizualnie, pozostawiając daleko w tyle zdrowie konsumentów. Potwierdzają to rozmowy Kennera z farmerami i ranczerami, którzy przyznają, że dziś, by produkty się sprzedawały, muszą spełniać przede wszystkim wymogi estetyczne. Stąd rozrośnięte piersi drobiowe, idealne kolby kukurydzy, okrągłe pomidory w kolorze pięknej czerwieni i jednakowej wielkości marchewki. A przecież wiadomo, że natura nie jest twórcą idealnym i nie wszystkie jej plony mają perfekcyjny kształt i kolor. Ludzie postanowili jednak ją przechytrzyć i za pomocą środków chemicznych uzyskać produkty bez skazy. Niestety, nie szata zdobi warzywo.
Kiedy:
29.07.2010 (czwartek) godz.: 21:00
Gdzie:
Rozbrat - Poznań